W końcu mam wolny weekend od dłuższego czasu. Pomimo, iż w szkole pracuję od poniedziałku do piątku, to brałam dodatkową nockę/ nocki w hotelu. Dziś napiszę Wam o ostatnich moich przemyśleniach.

Wyjeżdżając na Dolny Śląsk obiecałam sobie, że już nigdy więcej w życiu nie będę pracować w szkole i mam wrażenie, że trochę się pogubiłam. W połowie sierpnia był to desperacki krok, ponieważ w hotelu miałam nieobliczalnego szefa. Uwielbiam zajęcia z dziećmi, ale nie cierpię całej tej papierologii, dokumentacji i wielu innych absurdalnych rzeczy w pracy nauczyciela. Poza tym dziś wiem, że nigdy więcej nie chcę pracować w miejscu, z którego będę przynosić pracę do domu. Ostatnio rozmyślam nad moimi wartościami oraz piorytetami. Ambicje odłożyłam na bok. Chcę pracować i nadal pracuję ( niektórzy w komentarzach zarzucili mi teraz ciągnięcie zasiłków i co ja niby miałabym robić, gdy dzieci będą w szkole), na dodatek pracuję w dwóch miejscach na raz. W szkole zmniejszyłam ilość godzin do 5- jedynie zerówka od 8:00 do 13:00, w restauracji pracuję od 14:30 do 21:00 trzy razy w tygodniu. Od świąt będę pracować tylko w jednym miejscu w restauracji na miejscu w naszym mieście. Etat na dwie zmiany- rano i popoludnie od poniedziałku do piątku, a w weekendy dorabianie na imprezach. W naszej restauracji nie ma sezonu martwego, a najwięcej pracy będzie w okresie przed i poświątecznym.

I wiecie co? Lubię tą pracę, pracę w hotelu też lubiłam. Pracując za barem czuję się jak rybka w wodzie. Uwielbiam kontakt z ludźmi, lubię jak dużo dzieje się dookoła. Atmosfera wśród pracowników jest świetna. Nie widać żadnej nerwówki, nawet gdy na sali jest kocioł, bo multum ludzi przychodzi do nas na obiady. Nawet kilka dni temu restaurację odwiedziła byla pracownica, która obecnie studiuje i widać było, jak jej się dobrze tu współpracowało.

Praca jest na miejscu, jakieś 2 km od naszego mieszkania- na przeciwko szkoły moich dzieci. Gdy skończę zmianę o 14:00 będę mogła od razu odebrać dzieci. Jak samochód nie przejdzie przeglądu w kwietniu (bo już raczej nie przejdzie) nie będę miała obaw przed jego zezłomowaniem. Szefostwo jest ok, szefowa zrezygnowała z pracy w szkole po 25 latach i to druga nauczycielka z kolei, którą spotykam na swojej drodze, która nie chce pracować w wyuczonym zawodzie.

Postanowiałam zadbać również o swoje zdrowie. Wyniki bardzo mi się pogorszyły, co widać po moim samopoczuciu. Muszę zacząć badać cukier po posiłkach, bo być może tu tkwi problem zaraz po niedoczynności tarczycy i Hashimoto.

Chcę w końcu zająć się sobą i swoją rodziną. Mam dość zadowalania wszystkich wokoło. Muszę w końcu wiedzieć, co chcę robić w życiu i do czego dążyć. Całe swoje życie szukałam potwierdzenia swoich decyzji w oczach innych. Powiecie praca może mało ambitna, może… Ale potrzebny jest mi w tym momencie spokój psychiczny, spokojna głowa. Ja mogę być zmęczona fizycznie, ale następnie chcę być dostępna dla mojej rodziny, a nie wracać ze stertą papierów, bo na jutro do pracy znów trzeba się przygotować. Tu muszę tylko wyprasować ubrania i przyjść z przyklejonym uśmiechem. Ale ja uśmiechać się lubię, jeść też 🙂

Mam wrażenie, że ostatnio w życiu się pogubiłam. Nie miałam jasno wytyczonych celów, do których chcę dążyć. Dziś chcę żyć według moich wartości, co osobiście niekórym osobom może się nie spodobać. Każdy musi znaleźć taki złoty środek w swoim życiu. Każdy powinien żyć w zgodzie z samym sobą, a reszta sama się ułoży. Sama ostatnio zauważyłam, że jak zamykam za sobą jedne drzwi, to za drugimi pojawiają się nowe szanse i wyzwania.

W momencie całkowitej beznadziei w życiu (a było to pod koniec listopoda, zaraz po opublikowaniu ostatniego wpisu) trafiłam na facebooku na Kamilę Rowińską, która zajmuje się coachingiem. Zamówiłam Dziennik Coachingowy i dzień po dniu staram się zapisywać moje cele, wartości, afirmacje. Stworzyłam swoje koło życia, gdzie na własne oczy zobaczyłam ile sfer mam zaniedbanych. Dziś jestem silniejsza i coraz bardziej czuję się sama ze sobą dobrze. W weekend mogłam znów dorabiać w hotelu na nockach, ale zostałam w domu, aby odpocząć. Po prostu najnormalniej pobyć we własnym domu. Odpoczynek, odstresowanie i spokój psychiczny to są najważniejsze cele do końca roku kalendarzowego. Podczas pracy w restauracji w tym miesiącu powinnam nawet zebrać FA! To kolejny cel. 200 zł już leżakuje w kopercie i czeka na gorsze czasy… Wszystko pomału na nowo zaczyna się układać i niech tak pozostanie.

Zaczynam też czuć przedświąteczny klimat…  Prawdopodobnie święta spędzimy sami naszą czwórką. Być może zaprosimy mojego ojca. Planujemy w noworoczny czas pojechać na Warmię i Mazury, ponieważ moi dziadkowie będą obchodzić 60-tą rocznicę ślubu. Pojedziemy, jak tylko ułożę grafik w nowej pracy i omówię wszystko z szefową. Potrzebujemy też takiego wyjazdu, nawet 3 dni pobyć wśród najbliższych osób. Później możemy zacząć planować urlop w czerwcu. Takie cele pomagają poukładać swoje życie, spokojnie trwać w swoich postanowieniach.

Życzę wam w ten przedświąteczny czas, abyście również odnaleźli samego siebie. Zapytali siebie, czego to ja (nie inni) chcę od swojego życia. Jak chcę żyć, jak chcę aby wyglądała moja codzienność, moje kontakty z najbliższymi. Zapytajcie siebie, czego najbardziej potrzebujecie i do tego dążcie.